niedziela, 8 grudnia 2013

czajnik a oszczędzanie prądu

Czajnik - całkiem przydatne urządzenie do gotowania wody. Niestety, żeby woda była ugotowana trzeba mu dostarczyć całkiem sporo energii za którą raz na 2 miesiące przyjdzie zapłacić.



Można używać czajnika na gaz, który jest dużo tańszy od prądu. Gdzieś przeczytałem że podobno 2 razy tańszy. Niestety czajnik na gaz ma kilka wad, które do tej pory go dyskwalifikowały w naszym domu:

1. Gotuje wodę pewnie dwa razy dłużej niż elektryczny.
2. Nie wyłącza się sam
3. O gotowanej wodzie może przypominać gwizdek ale to bardzo nieznośne i widziałem jak taki gwizdek potrafi sam wystrzelić pod wpływem gorącej piszczącej pary.
4. Jak już zapomni się go wyłączyć oczywiście cała woda wyparuje a czajnik spali się robiąc przy tym sporo smrodu.

I tu przychodzi bardziej doskonałe i efektywne energetycznie urządzenie zwane czajnikiem na prąd. Co od razu wskazuje na podstawową wadę tego urządzenia czyli konieczność użycia energii elektrycznej.
Zalety czajnika elektrycznego są za to przytłaczające.

1. Gotuje szybko
2. Sam się wyłącza po zagotowaniu wody.
3. Jest bezpieczny chyba ;-)

Ciesząc się z zalet czajnika na prąd w zasadzie można nie zwrócić uwagi na to ile kosztuje jego używanie. Idąc z duchem oszczędności energii elektrycznej postanowiłem zbadać ile takie cudo mnie kosztuje.

Do badania użyłem jakże przydatnego w takich wypadkach watomierza. Po około miesiącu codziennych pomiarów zużycia prądu wyszło że czajnik zużywał dziennie między 0,59 a 1.13kWh. Średnie dzienne zużycie wyszło 0,9 kWh

Czyli rocznie 0,9 kWh x 365 dni = 328,5kWh !!! Przeliczając to na złotówki:  328,5 kWh x 0,52 zł = 170,82zł

Całkiem niezła kwota za samo gotowanie wody na herbatkę.

Krytyczne pytanie brzmi: ile tej wody tak naprawdę gotujemy.

Wyszło, że czajnik dziennie gotował przez około 19 minut co dało około 10 litrów ugotowanej wody (40 szklanek !) To pewnie 3 albo 4 razy więcej gotowanej wody niż tak naprawdę potrzebowaliśmy.

Prawdziwie bezsensowna strata energii elektrycznej na gotowanie wody dla samego gotowania. Większość gotowanej wody po prostu zdążyła ostygnąć zanim woda została użyta na herbatkę lub inny szlachetny cel.

Rozwiązanie racjonalizatorskie samo się nasuwa na myśl. Gotujmy tylko tyle wody ile nam potrzeba. I tu pojawia się problem. Potrzebuję 250ml wody, a na czajniku minimum na skali to 500ml. Próbowałem nalewać mniej wody, czasami się udawało, zazwyczaj było za dużo, a czasami nie wystarczyło na zrobienie herbaty. Żona zazwyczaj gotuje 1 albo i nawet 1,5 litra i pewnie nie starczyłoby mi energii, żeby ją nakłonić do wlewania 250ml wody.

W tym momencie pojawiły się 2 pomysły:

1. Wymiana czajnika na mały o pojemności około 0,5 litra.
Niestety takie czajniki też zmuszają do ciągłego nalewania wody a co gorsza są to zazwyczaj tanie czajniki turystyczne wątpliwej jakości. Żona się nie zgodzi na taki ;(  i sam chyba też bym go nie chciał.

2. Czajnik, który gotuje za każdym razem 300ml wody.
Nie ma zbyt dużo takich rozwiązań, znalazłem parę modeli.

Po wielu namysłach, oglądaniu, porównywaniu, czytaniu opinii o czajnikach i zastanawianiu się co zrobić, żeby mniej płacić za gotowanie wody zdecydowałem, że kupię: (i tu powinno być płatne miejsce na reklamę czajnika) ZELMER CK1000 :-)Wyszukałem najtańszą ofertę  w internecie z darmową przesyłką i parę dni później czajnik pojawił się w domu.

Nastał czas testowania nowego czajnika ale o tym napiszę następnym razem.